Most będzie od brzegu do brzegu Od nie miłości po miłość Od braku zrozumienia po wiedzę
Most będzie sięgał stąd do niemożliwego Od nie dogadania po zauroczenie Od niebytu po formę dla każdego
Most jak podane dłonie zepnie inne krańce Doda ludzkiej możliwości, a nad ludzkiego znaczenia Jedno przęsło po drugim bliżej człowieka
Most przez rzeki i podwórka, korony drzew i trawy Przez piaszczystą drogę, niechęć i brak widzenia Most skąd zechcesz i dokąd pójdziesz
Most na przypomnienie, na bycie razem Most od brzegu do brzegu… na przetrwanie Most stąd do niemożliwego…
ELŻBIETA STARZAK Między
Między bramami czasu Historia tkwi wciąż żywa Ze znakami na drewnie Z duszą na ramieniu Między słowem co zgasło I tym co dzisiaj się tworzy Jest czas na chleb świeży Na zwierząt rozmowy Na nową lekcję bajek Na kolor, na światło, na smak
Między czasem a czasem Między tym i tamtym Między nami a nimi Między wszystkim co dzieli i łączy
Za tą bramą za tymi drzwiami jest dom, który daje podwórko, co leczy ze smutku W „Międzyczasie” to człowiek wciąż trwa na posterunku
ELŻBIETA STARZAK A wody płyną
Dawno nie pisałam… nic Dawno nie chodziłam… tam Dawno wiatr mnie nie niósł… wszędzie Dawno… a wody płyną
Kiedy by mnie palce tworzyły Kiedy by słowa treścią wypełniały Kiedy byś Ty był, a nie jesteś Kiedy bym ziarna w palce brała
Mogłabym wnikać w słońce… wtedy Mogłabym kraść życie… wszędzie Mogłabym unosić powietrze… wszystko Mogłabym tworzyć lądy… dla ciebie
I nie zamieniam zwykłego śniegu w srebro I nie łapię tęczy, żeby było śmiesznie I nie tupię nogami na wszystko co głupie I nie przynoszę nic w puste progi
Kołyszę się od myśli do myśli… głupia Oczyma wodzę od oczu do oczu… wątpiąca Wchodzę do pustych domów, wychodzę… zdradzona Zamyślam się tylko jak zawsze… do końca
ELŻBIETA STARZAK Miłość
Nie wierzę w miłość co przychodzi nagle Nagle tęskni, obcasami stuka Pstryka palcami, słowami płynie A każde słowo ważniejsze od myśli Kwiatami okłada usta wybranki Oczyma pląsa i mądrością tryska Czaruje, figluje i obmyśla Jest partią najlepszą, i wie czego ci trzeba
Wierzę w miłość co wsłucha się w oddech Przystaje kiedy Ty spoglądasz w błękit W tą miłość wierzę, która słów się boi Omija je spojrzeniem, w westchnieniu ukrywa W tę miłość wierzę, która trwa po cichu Po cichu kocha bez głośnych okrzyków Ta, która w jesiennych liściach ukrywa rumieńce
Nie wierzę w miłość na zawsze i wszędzie Co nie zapomni, nie skrzywdzi, nie zniknie Miłość jest ludzka z wadami przychodzi W swojej prostocie niesie pomyłki Czasem kuleje, czasem też się jąka I często milczy, kiedy patrzy w oczy Nie szuka perfekcji, bo nie myśli o tym Jest jak cień co chodzi po domu, dotyka Cię stale choć nie czujesz tego przy Tobie siedzi zawsze po kryjomu Miłość idealna w niedoskonałej postaci Nie nachalna, nie jasna, nie obmyślona… nie własna